Facebook
Teresa Budzich-Sumirska
Majówki

   W Polsce międzywojennej zabawy majowe odbywały się chyba na wszystkich wsiach. Szkoda, że już nikt ich nie organizuje. Były doskonałą okazją do wspólnego świętowania, do romantycznych wzruszeń wśród ukwieconych łąk. Były po prostu świetną zabawą, na którą czekało się przez wiele postnych, zimnych tygodni. W naszych okolicach każda wieś miała stałe miejsce na majówkę.Majówka  Zazwyczaj położone było nieopodal strumienia lub rzeki, na podwyższonym terenie, gdzie rosła krótka trawa, dobra do tańca. Zabawę organizowała Ochotnicza Straż Pożarna, a we wsiach, gdzie był dwór, w przygotowania aktywnie włączali się jego mieszkańcy. W Brudnicach majówki odbywały się nad Wkrą, na zachód od piaszczystej poniatowskiej drogi, tam, gdzie teraz jest działka państwa Gawkowskich. Tańczyło się na górce, a otaczająca ją olszyna była udekorowana lampionami z kolorowych bibułek nałożonych na lampy naftowe. Do tańca przygrywała orkiestra z Poniatowa. Poza tańcami były też inne atrakcje: wyścigi w workach, fanty, loteria, przeciąganie liny, a wieczorem skakanie przez ognisko. Zwycięzców nagradzano słodyczami, przeważnie czekoladą. Honory gospodarzy pełniła Straż i to ona trzymała bufet. Wstęp był wolny dla mieszkańców wsi i zaproszonych gości. Zabawa trwała do wschodu słońca. Uroku nadrzecznej scenerii dodawał odbity w wodzie księżyc, w czasie pełni skutecznie konkurujący z kolorowymi lampionami.Dworek nad Wkrą Majówka Najwspanialsza majówka, jaką pamiętam, odbyła się w Chamsku. Były tłumy ludzi, gwar, muzyka, odświętny harmider. Na rozległej łące stały trzy duże namioty. W jednym były napoje: oranżada od państwa Lissowskich z Żuromina, woda z sokiem, a dla dorosłych piwo. W drugim zorganizowano bufet z serdelkami na gorąco, bigosem i wielką ilością świeżych, fantastycznie pachnących bułek. W trzecim namiocie, w stylu tureckim, przy stole siedziało rozbawione towarzystwo. Pamiętam, że byli tam Bergowie, właściciele Chamska, Chełmiccy z Franciszkowa, Gałczyńscy z Poniatowa, Szałowscy z Rozwozina i wielu innych ziemian z okolicy. My, dzieci, byliśmy pod opieką guwernantek i po zmierzchu rozwożono nas do domów, a rodzice jeszcze zostawali. Bardzo nie chciałam jechać, szczególnie, że moim braciom pozwolono dalej się bawić. Tańce prowadził wodzirej i wyprowadzał "węża" w jakieś krzewy czy zagajnik, przy akompaniamencie śmiechów i pisków panien, którym wtórowały pokrzykiwania kawalerów.Dworek nad Wkrą Majówka Pewnie niejedna miłość zakwitła wtedy na tej majowej łące, bo rozbawiony "wąż" to wyjątkowo dobry i rzetelny swat. Myślę, że wygrałby nawet z Internetem, gdyż ma do zaproponowania ciepły dotyk rąk, wiatr we włosach, zieloną, zmysłowo pachnącą trawę pod stopami. Więc zamknijcie oczy i zobaczcie ten barwny, roztańczony korowód i zastanówcie się, czy nie warto wskrzesić majówek?