Facebook
Teresa Budzich-Sumirska
Z "Pamiętnika młynarki"

"Brudnice, dnia 05.01.1979 roku
    Mróz, minus 24 stopnie Celsjusza. Szkoły nieczynne, w kraju stan klęski żywiołowej, a oblodzona turbina nie ma siły ciągnąć wszystkich maszyn. Mieląc muszę wyłączać czyszczenie i odwrotnie. Klienci nieliczni i wyłącznie saniami.
   Bal sylwestrowyW tej sytuacji jakże przyjemnie wieczorem siedzieć w stołowym pokoju, patrząc w ogień paleniska pieca, który pamięta pierwszą wojnę światową. Wygodny fotel z wolterowskimi uszami, gorzka mocna herbata, domowe konfitury i kieliszek koniaku. Wpatrywanie się w ogień wywołuje wspomnienia. Przy tym samym piecu rodzice, w rogu radio telefunken z zielonym oczkiem i ten sam stojący zegar miarowo, nieubłaganie odmierzający czas. Tak! To już 40 lat, [...] a ja wciąż pamiętam ten bal sylwestrowy przełomu 1938 i 1939 roku.
   Zjechało do Brudnic całe okoliczne ziemiaństwo – ponad 60 osób. Mama przez tydzień siedziała przy telefonie zapraszając gości i... wszyscy przyjechali. Tata robił dobrą minę do złej gry, ponieważ nie lubił, jak to on mówił, "spędów". Wśród osób, które zapamiętałam byli poza domownikami Gołębiowscy z Bieżunia, ciocia Brodecka z córką Jadwigą, dr Zaborowski z córkami, Wandą i Barbarą, z Żuromina, Janek Wolski z żoną i przyrodnim bratem Witkiem Koclem z Żuromina oraz Budnowie z Chromakowa, Gałczyńscy z Poniatowa, Folejewscy i Bergowie z Chamska, Pani Chełmicka z synem Adrianem i jego młodą żoną z Franciszkowa, Szałowscy z Rozwozina, Apczyńscy ze Swojęcina, Podczascy z Kliczewa, Majerowie i wielu ziemian z dalszych dworów, których już nie pamiętam.
   Bal rozpoczyna Ulina Folejewska z Chamska szlagierem 1939 roku, czyli lambetłokiem. Świeżo po kursie tańca u Braci Sobiszewskich w Warszawie uczy całe towarzystwo kilku podstawowych figur. Najbardziej podoba mi się ta z klepaniem w kolana przy akompaniamencie dzikich okrzyków. Patefon na korbę gra przywiezioną przez nią płytę "… weź pod rękę damę swą, idź na spacer razem z nią…". Tata patrzy z lekką dezaprobatą na te "błazeństwa", a Mama – szaleje. Potem, walc "Nad pięknym modrym Dunajem", kujawiaki, fokstroty, tanga i o północy mazur.
    W letniej kuchni drugie przyjęcie dla szoferów i stangretów. Strasznie tam głośno i wesoło, ale mnie zaraz stamtąd przepędzono. W stołowym stół przez cały pokój, a z boku "folwark" dla młodzieży. Jeszcze przed północą Tatuś wysyła Guzowskiego do Zakroczymskich w Żurominie po skrzynkę śliwowicy – bo do rana mogłoby zabraknąć. Z menu zapamiętałam: flaki z pulpetami, bigos, móżdżki zapiekane w muszelkach (specjalność domu), szczupaki faszerowane z otwartymi paszczami i mój ulubiony deser – torcik Wedla.
  Dworek w Brudnicach zima Z trunków: domowe nalewki z wisien, moreli, żubrówka (Tadek przywiózł z Wołynia trawę) oraz kupiona w żuromińskim sklepie śliwowica. Tańce w salonie i uwaga mamy do najstarszego syna Tadka, lat 19: "Tańcząc nie patrz w lustro, patrz na partnerkę". Partnerką – piękna Wanda Zaborowska, studentka pierwszego roku Akademii Medycznej w Warszawie (zawód wybrała po ojcu). Ubrana w szafirowy jedwabny kostium ze złotą różą wpiętą w węzeł długich włosów opadających do pasa.
   Pani Bergowa z Chamska chce pocałować Tatusia, "Renia patrzy, co Pani robi!". Mietek, najmłodszy z moich braci, przebrał się za pokojówkę i pomaga zdejmować gościom palta. Zebrał do kieszeni parę złotych – ale oddał Andzi (Gadzińskiej z Zielonej), która pożyczyła mu swój strój pokojówki. Biały krochmalony fartuszek z ręcznie haftowanymi mereżkami i stroik na włosy. Niestety, rozpoznała go ciocia Frania Gołębiowska i zabawa się skończyła.
    Mama w czarnej długiej sukni mieniącej się cekinami i koralikami. Tatuś w smokingu od Zaremby z Warszawy (chyba tylko tam się ubierał). Nad ranem włożyli mnie do łóżka Tatusia, ponieważ w gabinecie oraz sypialni mojej i Mamy rozstawiono stoliki brydżowe. Dom cały oświetlony wspaniale światłem elektrycznym z młyna, a wokół domu lampiony naftowe w koszulkach z kolorowych bibułek wiszące na drzewach parku. Świtało, kiedy zbudził mnie biały mazur – pożegnalny.
    Kto z tych roześmianych, szczęśliwych ludzi mógł wtedy przewidzieć, że to już ostatni bal sylwestrowy ziemiaństwa północnego Mazowsza".