Facebook
Teresa Budzich-Sumirska
Niezapomniana Wigilia

   Wigilia 1938 roku była ostatnią, która zgromadziła całą moją najbliższą rodzinę: rodziców, braci – Tadka, Ździcha, Mietka – i siostry taty z rodzinami. Dlatego jej wspomnienie tak głęboko wryło mi się w pamięć.    Przygotowania trwały przeszło dwa tygodnie. Wszystkie ozdoby na choinkę wyciętą z ogrodu robiliśmy sami.Dworek w Brudnicach-zima
Mama nie godziła się na kupowanie bombek i innych masowo produkowanych stroików - w sprawie Świąt była tradycjonalistką. Dzień przed Wigilią ubieraliśmy choinkę.Najpierw na każdą gałązkę nakładaliśmy paski puszystej waty, imitujące śnieg. Następnie powiesiliśmy szyszki maczane w srebrzyku, łańcuchy, rajskie jabłka, lukrowane pierniki i różne ozdoby robione z wydmuszek, słomy, bibuły, sreberek. Czubek choinki ozdobiliśmy gwiazdą. Motywem centralnym całej tej choinkowej kompozycji była przymocowana do gałęzi stajenka z Dzieciątkiem, Matką Boską i św. Józefem. Wokół niej powiesiliśmy drewniane i słomiane zwierzątka.
   Świąteczny stół , zgodnie z tradycją przykryty źdźbłami siana i białym obrusem, zastawiony był najlepszym serwisem. Cudownie pachniała choinka, rozgrzana - tak jak my - ciepłem bijącym od pieca. Stłumiony gwar głosów, wyczekiwanie na pierwszą gwiazdkę, a potem dzielenie się opłatkiem, życzenia i ... wreszcie można było zasiąść do stołu. WigiliaHonorowe miejsce u szczytu, jak zwykle, zajął ks. Ignacy Staniaszko, po prawej tata, po lewej mama, dalej zasiedli Gołębiowscy z Bieżunia i Brodeccy z Żuromina, potem moi bracia, a na końcu ja z guwernantką, obok nakrycia dla przygodnego gościa.
   Dań było, jak zawsze, dwanaście. Zaczęto od zupy grzybowej z łazankami. Następnie szły na stół sałatki, marynaty, ryby na zimno - w galarecie i marynowane. Następnie ryby smażone i faszerowany szczupak na gorąco. Wreszcie najbardziej oczekiwane rydze smażone i kulebiaki w cieście francuskim, nadziewane kapustą z prawdziwkami. Ciast nie było na Wigilii, tylko bakalie, galaretki oraz specjalność mojej mamy - gruszki i śliwki kandyzowane w czekoladzie. Do picia podano barszcz czerwony, kompot z suszu, herbatę i kawę. Alkoholu nie piło się w Wigilię.
   Po wieczerzy zgaszono światło, zapalono świece i wszyscy śpiewaliśmy kolędy. Tata bardzo ładnym barytonem solo wykonał kilka pastorałek (gdy był uczniem płockiej Małachowianki śpiewał w szkolnym chórze), mamy i tym razem nie dało się namówić na taki występ. Późnym wieczorem szofer, pan Guzowski, odwiózł ks. Staniaszko do Żuromina, a reszta towarzystwa została na Pierwszy Dzień Świąt. Na pasterkę tata, moi bracia i jeszcze ktoś, chyba ciocia Brodecka, pojechali do Lubowidza, bo formalnie to była nasza parafia.Wigilia 1979
   A prezenty? Nie było u nas zwyczaju obdarowywania się w Wigilię. Prezenty dostawało się tylko na imieniny.